O tym jak radzę sobie z pracą w zespole rozproszonym

Przez całą moją dotychczasową karierę zawodową moimi najbliższymi współpracownikami były osoby, które znałam osobiście i z którymi najczęściej pracowałam w tym samym pokoju lub budynku. Normą były dla mnie zatem zebrania przy wspólnym stole i pogaduchy przy kawie w kuchni. Obecnie od ponad roku pracuję w firmie, w której współpraca na poziomie teamu z osobami z innych lokalizacji jest zupełnie codzienna. Tak oto w moim zespole scrumowym są reprezentanci Łodzi, Kielc, Zielonej Góry i Warszawy. Praca w takiej konfiguracji wymagała ode mnie pewnych zmian w sposobie myślenia i organizacji pracy.

Na początku był chaos

Kiedy przed rozpoczęciem pracy w obecnym projekcie usłyszałam, że w moim docelowym zespole nie ma nikogo z mojego miasta, byłam mocno zdezorientowana. Priorytetem dla mnie była możliwość rozwoju i współpraca z osobami, od których mogłabym się uczyć. Jak miałabym to osiągnąć jeżeli nikogo nie znam osobiście?

Na początku pracy w projekcie nie potrafiłam sobie poradzić ze zdalną komunikacją z zespołem. Calle czy pisanie na Slacku to zdecydowanie nie to samo co rozmowa twarzą w twarz, nie ma możliwości przekazania kontekstu, emotikony mogą być używane w różny sposób, trudno jest oddać sarkazm czy ironizowanie.

Bywały chwile, że zadręczałam się moimi wyobrażeniami na temat czyjejś opinii o mojej pracy. Dochodziły do tego moje wszelkie lęki związane z brakiem wiary we własne możliwości i syndrom oszusta. Łatwo sobie wyobrazić co może sobie myśleć na swój temat junior z poczuciem pozostawienia samemu sobie, wyobcowania i przywiązaniem do swojego kodu.

Nie ma tego złego

Miałam w tej sytuacji dwa wyjścia: albo poddać się swoim emocjonalnym rozterkom, załamać i odejść z pracy (z której – jak mi się wydawało – lada dzień i tak mnie wyrzucą), albo postarać się pracować najlepiej jak tylko potrafię, nauczyć się jak najwięcej i nie udawać kogoś kim nie jestem. Podjęłam decyzję przez niepodejmowanie decyzji – po prostu utrzymałam status quo, nie odeszłam z pracy i życie toczyło się dalej. Jednak z czasem zauważyłam, że moje z zespołem są coraz lepsze, częściej współpracujemy, dostaję fajny feedback i coraz więcej rzeczy rozumiem.

Punktem kulminacyjnym i przełomowym w moim postrzeganiu siebie jako członka zespołu i projektu była rozmowa o podwyżce kilka miesięcy po dołączeniu do teamu. Otrzymałam wtedy wiele (zaskakująco dla mnie pozytywnych) informacji na temat mojej pracy, wśród których był też punkt odnoszący się do „radzenia sobie z pracą w zespole rozproszonym”. W tamtym momencie dotarło do mnie jak bardzo wymagająca mentalnie i emocjonalnie jest dla mnie realizacja tego zadania.

Jak to wygląda dzisiaj

Od pół roku praca w zespole rozproszonym nie jest już takim wyzwaniem emocjonalnym i mentalnym, jakim była dla mnie rok temu. Przede wszystkim przestałam wszystko interpretować w najgorszy możliwy sposób. Kiedy wcześniej ktoś napisał na Slacku o tym, że coś się wywaliło w aplikacji to gorączkowo sprawdzałam, czy nie ma tam mojej linii kodu. Kiedy pojawiały się jakieś heheszki, to od razu byłam przekonana, że dotyczą właśnie mnie. Na szczęście z czasem okazało się, że nie jestem pępkiem świata a życie w projekcie nie kręci się wokół mnie 😉

Z czasem również po prostu poznałam bliżej inne osoby z zespołu i okazało się, że to (w większości przypadków) całkiem normalni ludzie, którzy również popełniają błędy, czegoś nie wiedzą, potrafią się do tego przyznać i nie mają ego rozdmuchanego do rozmiarów Pałacu Kultury i Nauki.

Przepis na moje lepsze jutro

Pewne rzeczy w toku pracy musiałam sobie usystematyzować. Robiłam na boku notatki kto jest kim i kto czym się zajmuje, do kogo mogę zwrócić się z którym problemem i jakie są procedury komunikacyjne. Było z tym troszkę zachodu, ale rozeznanie kto jest kim w projekcie daje sporo korzyści w wielu sytuacjach.

Generalnie staram się nie włączać w dyskusje na temat innych osób. Nikt z nas nie jest idealny i szukanie winnych nie jest drogą do celu, jakim ma być sprawna praca w dobrej atmosferze. Zdarzają się oczywiście sytuacje kiedy trzeba wywołać do tablicy autora jakiegoś fragmentu kodu, ale w mojej opinii można to zrobić bez publicznego linczu lub podśmiechujek za plecami.

W komunikacji z zespołem staram się być precyzyjna. Telekonferencja czy komunikator ograniczają możliwości przekazania treści oraz (przede wszystkim) osadzenia kontekstu, dlatego tak ważne jest dokładne zrozumienie rozmówcy. Z reguły od ustaleń zależy co i jak ma zostać wykonane, dlatego tak ważne jest żeby wszyscy zainteresowani „jak” i „co” rozumieli w miarę możliwości tak samo.

Podsumowanie

Praca w zespole rozproszonym nie była na początku dla mnie łatwa ani naturalna. Z czasem jednak przywykłam do takiej formy realizacji projektu. Dziś uważam, że proces przystosowania się niesie za sobą pewne korzyści, takie jak np. konieczność maksymalnego precyzowania komunikatów. Jeżeli jednak miałabym do wyboru możliwość pracy w identycznych zespołach i identycznych projektach jedynie z tą różnicą, że zespół A jest zespołem rozproszonym, a zespół B pracuje stacjonarnie w moim biurze, bez wahania wybrałabym drugą możliwość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *