O tym jak sobie poradziłam z językiem angielskim

Na pytanie o to, który język jest najważniejszy dla programistów, większość źródeł odpowiada zgodnie: język angielski. Z mojej perspektywy samouka z prawie półtorarocznym doświadczeniem komercyjnym, rola angielskiego w nauce programowania jest nie do przecenienia, zarówno przed znalezieniem pierwszej pracy, jak i później. Dzisiaj opowiem jakie sposoby przyswajania angielskiego stosowałam oraz które się u mnie sprawdziły, a które bez żalu odrzuciłam.

Gdzie byłam wtedy

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z programowaniem, poziom mojego angielskiego sytuował się gdzieś na poziomie B1: dawałam sobie radę z czytaniem niezbyt skomplikowanych tekstów, rozumiałam ze słuchu proste wypowiedzi, potrafiłam przeprowadzić niewymagającą rozmowę i napisać prosty tekst, posługiwałam się podstawowymi formami gramatycznymi i czasami. Zdawałam sobie sprawę z tego, że takie umiejętności to jednak zbyt mało, żeby sprawnie uczyć się programowania i w przyszłości zdobyć pracę programistki. W większości ogłoszeń wymagany był angielski na poziomie komunikatywnym B2.

Nauka po polsku…

Po pierwszym zderzeniu z kursami w języku angielskim, szybko przeszłam do nauki po polsku. Byłam zdezorientowana, przede wszystkim oszałamiało mnie słownictwo „branżowe” czyli nazwy własne i określenia czynności. Wymyśliłam sobie więc, że kiedy dowiem się czym jest np. Document Object Model po polsku, to potem łatwiej będzie mi zrozumieć angielskie kursy, w których używany jest ten zwrot.

Czy ten zabieg pozytywnie wpłynął na moją dalszą naukę? I tak i nie… Tak, ponieważ na samym początku pomógł mi ponazywać i zdefiniować sobie elementy, o których się uczę – wspomniany Document Object Model i jego znaczenie było mi znacznie łatwiej wyłuskać z omówienia po polsku. Nie, ponieważ:

  • Instruktorzy i tak używają angielskich nazw (to bardzo dobrze!) podczas omawiania zagadnień i mówią, że np. zmienna jest hoistowana do globalnego scope’a (hoisting – wynoszenie, windowanie; scope – zakres).
  • Instruktorzy czasem używają polskich nazw – fajnie jest je znać, ale w tym wypadku lepiej poznać jest później, np. dobrze wiedzieć że closures to domknięcia, ale chcąc to sobie „wyguglać” bezpieczniej posługiwać się angielską nazwą; jeszcze gorzej jest, kiedy instruktor używa własnych tłumaczeń i prywatnej polskiej terminologii, a z takimi kursami wcale nie jest trudno się spotkać.

…czy po angielsku?

Odeszłam od polskojęzycznych kursów właśnie po tym, kiedy próbując szukać informacji na pewien temat po polsku, Google nie był mi w stanie zaoferować nic, poza odwołaniem do mojego kursu. Prawda jest jednak taka, że jeżeli zależało mi na swobodnym wyborze materiałów, to byłam zmuszona szukać źródeł po angielsku, zwłaszcza jeśli chodzi o te bardziej zaawansowane tematy.

Jak uczyłam się angielskiego

Postanowiłam zatem nadrabiać zaległości w języku angielskim tak, żebym mogła swobodnie przyjmować treści podane w kursach. Stosowałam (niektóre stosuję nadal) kilka technik:

  • Korzystałam z kursów językowych na platformie Eklektika – w konkursie na fanpage’u Mamo, Pracuj w IT wygrałam roczny dostęp do wszystkich kursów z english4ecommrce.com. Przez ten rok ukończyłam i zdobyłam certyfikaty z trzech z nich: English For The World Wide Web, English For Online Security oraz English For IT. Certyfikaty mają takie samo znaczenie jak te z Udemy (prawie żadne), ale same kursy są niezłe: pozwalają obyć się ze słownictwem używanym podczas nauki programowania oraz w codziennej pracy. Każdy kurs składa się z kilkunastu lekcji, a każda lekcja to nauka czytania, ćwiczenie zapisywania ­­­słówek, rozumienie ze słuchu oraz quiz. Wydanie certyfikatu poprzedza zdanie quizu z całego kursu. Wadą tej platformy jest dość kiepskie dostosowanie do urządzeń mobilnych, szczególnie dla ćwiczeń w rodzaju „przeciągnij i upuść”.
  • Korzystałam z kursu Domilingua: Podstawy IT – o tym kursie również dowiedziałam się z Mamo, Pracuj w IT. Dominika stworzyła darmowe materiały szkoleniowe dla osób, które posiadają podstawową wiedzę z języka angielskiego i chcą szlifować język branżowy. Całość jest zaplanowana jako krótkie lekcje na każdy dzień w ciągu 8 tygodni. Poza słownictwem ćwiczy się również gramatykę oraz dostaje klucz prawidłowych odpowiedzi. Na kurs można nadal się zapisać poprzez formularz tutaj.
  • Korzystałam z aplikacji do nauki angielskiego – często uczyłam się angielskiego z aplikacji, np. Memrise, gdzie można wybrać dedykowaną ścieżkę dla angielskiego w IT.
  • Kupiłam książkę „English 4 IT autorstwa Beaty Błaszczyk – podtytuł książki brzmi: „Praktyczny kurs języka angielskiego dla specjalistów IT i nie tylko„, niestety dla mnie nie okazał się praktyczny ani trochę, moja praca z tą książką – zanim rzuciłam ją w kąt a potem odsprzedałam – polegała na przepisywaniu do translatora mega niezrozumiałych dla mnie zdań po angielsku i zapisywanie tłumaczenia ołówkiem z boku strony.
  • Zapisałam się na wakacyjny kurs angielskiego – kiedy uczyłam się programowania nie miałam możliwości wybrać się na pełnowymiarowy kurs językowy (moja córeczka była wtedy bardzo mała), więc wykorzystałam wakacyjną ofertę jednej ze szkół językowych i zapisałam się na zajęcia odbywające się raz w tygodniu po półtorej godziny późnym wieczorem. Może to nie był sposób na szybkie rozwinięcie umiejętności, jednak motywowało mnie do regularnej nauki w domu i stwarzało okoliczności do rozmów po angielsku.
  • Zapisuję przydatn­­­­e słówka – stworzyłam w Trello zupełnie osobną listę z angielskimi słówkami; zapisuję tam zarówno terminy ściśle związane z programowaniem, jak i słowa, których po prostu dotąd nie znałam­­­.
  • Przepisuję przydatne słówka – kiedy w Trello w jednej karcie uzbierają mi się 22 słowa, przepisuję je ręcznie do zeszytu, a potem otwieram nową kartę. Pozwala mi to zapanować nad przyrostem słownictwa, co jakiś czas zaglądam też do zeszytu.
  • Oglądam kursy po angielsku – stosuję środek i osiągam cel jednocześnie – skoro uczę się programować programując, to jak inaczej mam się nauczyć branżowego angielskiego, który jest używany w kursach programowania? Dość często mam przy tym włączone angielskie napisy (super, jeżeli do wyboru są nie tylko te generowane automatycznie), a jeżeli pojawiają się słówka, których nie znam to szukam tłumaczenia i zapisuję w Trello i zeszycie.
  • Używam angielskiego gdzie się da – jeżeli tylko mam okazję popisać czy porozmawiać po angielsku to chętnie to robię, nawet towarzysko.

Gdzie jestem teraz

Wcale nie mam wrażenia, że mój angielski jest wspaniały, płynny i bezbłędny. Mam świadomość tego, że gramatyka jest moją piętą achillesową, nad którą powinnam pracować. Jednak wszystkie wymienione techniki wpłynęły na to, że obecnie bez większych trudności konsumuję angielskie treści: anglojęzyczne tutoriale i artykuły nie stanowią dla mnie problemu, zdarza mi się nawet słuchać podcastów programistycznych po angielsku. Nadal odczuwam spore braki w „produkowaniu” treści po angielsku, dogaduję się i potrafię złożyć nawet obszerniejszą wypowiedź, jednak zdarza mi się gubić słowa i wywalać na formach gramatycznych. Wiem, że jest to obszar, nad którym muszę rozpocząć pracę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *